Sleme - Mala Mojstrovka 2332 m n.p.m.

21 sierpnia 2012 r.

Vršič 1611 m n.p.m. alpejski Vratica alpejski Sleme alpejski Hanzova pot alpejski Mala Mojstrovka alpejski Grebenec alpejski Vršič

 

   Z Doliny Vrata pojechaliśmy serpentynami na Przełęcz Vršič. Stamtąd mieliśmy zamiar wyruszyć na Prisojnik (2547 m n.p.m.) jednak następnego dnia prognozowano popołudniowe burze i obawialiśmy się, że tej trasy nie obskoczymy. Poza tym stwierdziliśmy, że przydałby się nam lżejszy dzień.

   W rezultacie padło na Malą Mojstrovkę. Analizując przewodnik zainteresowało nas „tajemnicze” i pięknie wyglądające na zdjęciu miejsce. Czas nas nie gonił więc zrobiliśmy małe kółko i na przełęczy Vratica skręciliśmy w prawo by najpierw dojść do polany Sleme. Trochę się motaliśmy zanim tam dotarliśmy ale było warto. Takiego widoku dawno nie miałam przed oczami. Zielona polanka, jakby oaza na pustyni, a wokół surowe wapienne góry. Podobno stamtąd jest być może najpiękniejszy widok na Jalovec (2645 m. n.p.m.), jeden z najwyższych szczytów Alp Julijskich.

   Wylegiwaliśmy się tam dobre pół godziny. Jedno, czego żałuję to to, że nie wyszliśmy na Slemenovą špice (1911 m n..p.m.). Zakręciliśmy się trochę, a po fakcie okazało się, że na ten niewysoki szczyt było "rzut beretem". No cóż, będzie okazja pójść tam znowu.

   Droga na Mojstrovkę zaczęła się po piargach… łeee! Po czym nastąpiła zmiana i ruszyliśmy via ferratą Hanzova pot. Należy ona do łatwiejszych ale całkiem ciekawych tras i sprawiła nam wiele frajdy :)

   Dochodząc do szczytu myśleliśmy, że mamy omamy słuchowe. Znowu barany? To było niemożliwe by one tu weszły, patrząc na skały, po których wchodziliśmy na górę. Kiedy usiedliśmy na szczycie wszystko się wyjaśniło. Południowe zbocza Mojstrovki są łagodniejsze i baranki zgrabnie bo nich hasały uciekając przed nami w stronę szczytu Velika Mojstrovka.

   Tymczasem w dali zaczęło grzmieć i z zachodu napływały gęste chmury. Po chwili za Prisojnikiem nie było widać nic prócz ściany deszczu szybko zbliżającej się w naszym kierunku. Na szczycie naszego niedoszłego celu było kilka osób, ale w tym czasie nie chcieliśmy być na ich miejscu i uciekać stamtąd podczas burzy.

   Przed nami było nieco wiecej niż godzina do schroniska Tičarjev dom na Vršiču. Szybko ruszyliśmy w dół tym razem przez Grebenec. Zaczęło padać gdy przełęcz mieliśmy w zasięgu wzroku, trochę nas zlało ale burzowy koncert oglądaliśmy już z okna pokoju.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież