Cima della Vezzana - Doliną Cantoni na najwyższy szczyt Pale di San Martino

 

Cima della Vezzana 3192 m n.p.m.

3 sierpnia 2013 r.

Rifugio Rosetta 2581 m n.p.m. alpejskie Passo Bettega 2667 m n.p.m. alpejskie Valle del Cantoni alpejskie Passo del Travignolo 2925 m n.p.m. alpejskie Cima della Vezzana

 

   Dzisiaj znowu pobudka o nieludzkiej porze. Każdy normalny człowiek o 5 rano podczas urlopu śpi. Tego wstawania najbardziej nie lubię w górach, jednak coś za coś.

Opuszczamy schronisko chyba jako pierwsi. A po tym co widzimy na zewnątrz szybko otrząsamy się z resztek zaspania. Oświetlone na czerwono ściany pobliskiego szczytu sprawiają, że opadają nam kopary. Niezły początek dnia :)

   Oddalamy się od schroniska i kierujemy w okolice szczytu Cima Corona 2768 m n.p.m. Trzymając się szlaku omijamy go od południowo-zachodniej strony aż docieramy na wysokość 2667 m n.p.m. do przełęczy Passo Battega.

   Zatrzymujemy się na chwilę, bo w dali mamy piękne wieloplany. Cykam kilka zdjęć i chowam aparat bo czeka nas przeprawa przez strome płaty śniegu.

2013 08 03 cima della vezzana 0706

2013 08 03 cima della vezzana 0708

   Naginamy mocno w dół, to po śniegu, to po skałach, aż dochodzimy do miejsca skąd roztacza się widok na dolinę Valle Del Cantoni otoczoną wysokimi pionowymi ścianami. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Dolina robi niesamowite wrażenie. Aby kontynuować wędrówkę musimy zejść jeszcze niżej, dokładnie na samo jej dno.

   Przed nami stromy próg skalny ale jak na szlak przystało zaopatrzony jest w stalowe liny. Pokonujemy go szybko i sprawnie i tym sposobem wchodzimy na ogromny płat śniegu, na którym uchowały się stare ślady. Od teraz zmieniamy kierunek marszu na północny i udajemy się wgłąb doliny.

2013 08 03 cima della vezzana 0712

2013 08 03 cima della vezzana 0714

Po środku nasz cel pośredni - Przełęcz Passo del Travignolo

2013 08 03 cima della vezzana 0716

  Z daleka wyglądało na to, że szybko pokonamy drogę do kolejnej kluczowej orientacyjnie przełęczy. Tym czasem idziemy, idziemy i końca nie widać. Dolina okazała się dłuższa niż nam się wydawało a przejście poziomego odcinka bardziej czasochłonne.

   W końcu dochodzimy do miejsca gdzie zaczynamy piąć się w górę. Podchodzimy mocno wbijając buty w twardy śnieg ale obywa się bez raków bo nasi poprzednicy zostawili tu trochę wygodnych śladów.

   Nastęnie wbijamy się w żelazną drogę i tu znowu nasze wyobrażenia zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. Miało być szybko, łatwo i przyjemnie a tu z topniejącego śniegu zewsząd leje się woda i przez to miejscami jest cholernie ślisko.

   Po tej przeprawie wracamy znowu na śnieg. Spoko ale tu teren jest dużo stromszy i zaczynamy rozważać założenie raków. Wyjmujemy je z plecaków, żeby nie musieć robić tego w gorszym terenie (bo kto wie jak będzie wyżej) ale póki co przytroczamy je z boku.

   Idziemy rytmicznym krokiem ale bardzo ostrożnie bo ujechać nie trudno. Kijki w takich miejscach są zbawieniem. Jak nam się wcześniej dłużyło tak teraz nie wiadomo kiedy osiągamy przełęcz Travignolo a tym samym wysokość prawie 3000 m n.p.m.

   Nareszcie widać coś więcej niż bezpośrednie otoczenie doliny. Wczoraj byliśmy tam na dole a dzisiaj zdobywamy najwyższy szczyt grupy Pale.

   Po krótkim odpoczynku przygotowujemy się do dalszej drogi. Przed nami bardzo stromy i twardy płat śniegu. Od razu zakładamy raki bo nie ma co cwaniakować w podeszwach mając w perspektywie długi ślizg w dół.

   Pewnym krokiem powoli wydostajemy się na kruche skały, po których cały czas w rakach wdrapujemy się na przełączkę między Vezzaną a szczytem Il Nuvovo 3075 m n.p.m. Na zboczach sąsiedniego szczytu Cimon della Pala zauważamy Bivacco, do którego prowadzi via ferrata Bolver-Lugli o bardzo dużych trudnościach. Myśleliśmy o niej ale to nasza pierwsza wizyta w Dolomitach, więc podchodzimy do ferrat z górnej półki z dystansem (póki co!).

   Na Il Nuvovo mamy stąd rzut beretem ale priorytetem jest Vezzana, więc może zaliczymy go w drodze powrotnej. Tu ściągamy raki i łatwą granią wspinamy się do góry.

   I już wydaje się, że jesteśmy na szczycie ale w dali pokazuje się coś jeszcze wyższego. Trochę schodzimy w doł na śnieg i zaś do góry chyba na szczyt. I tak kilka razy aż wydostajemy się na ostrze grani, którą dochodzimy na Cima della Vezzana!

2013 08 03 cima della vezzana 0730

  Widoki ze szczytu są niesamowite. Szkoda, że pogorszyła się przejrzystość powietrza bo byłyby jeszcze piękniejsze. Ale i tak jest super, że mamy piękną pogodę.

   Cimon della Pala już nie prezentuje się tak groźnie jak z dołu. Wręcz przeciwnie, wygląda na taki, który moglibyśmy kiedyś zdobyć.

2013 08 03 cima della vezzana 0731

Grzesiek na grani, którą doszlismy na Vezzanę

2013 08 03 cima della vezzana 0732

2013 08 03 cima della vezzana 0733

Na szczycie Cima della Vezzana 3192 m n.p.m.

2013 08 03 cima della vezzana 0736

Grupa Sasso Lungo

2013 08 03 cima della vezzana 0738

Widok na północ i pionową południową ścianę Marmolady

2013 08 03 cima della vezzana 0740

2013 08 03 cima della vezzana 0745

2013 08 03 cima della vezzana 0746

Panorama ze szczytu

2013 08 03 cima della vezzana 0748

Wszędzie góry!

2013 08 03 cima della vezzana 0763

Wczoraj oglądaliśmy nasz szczyt znad tamtego jeziorka

2013 08 03 cima della vezzana 0765

2013 08 03 cima della vezzana 0773

  Dzisiaj planujemy znowu przemieścić się więc nie możemy w nieskończoność przedłużać naszej posiadówki tutaj. Z nieukrywanym żalem opuszczamy Vezzanę i kierujemy się na przełączkę pod In Nuvovo.

   Rezygnujemy z tego szczytu. Nie tym razem. Kiedyś chcielibyśmy wrócić w te rejony by wejść ferratą Bolver-Lugli. Może wówczas skusimy sie na niego.

Widok z przełączki pod Il Nuvovo - ten spłaszczony po lewej stronie szczyt to Cima della Rosetta

2013 08 03 cima della vezzana 0782

  Stromym zboczem schodzimy w kierunku Passo del Travignolo. Z doliny i od Bivacco nadciągają grupy ludzi. Do tej pory nie widzieliśmy żywej duszy. Spotykamy nawet jednego Polaka, który jak wyszło w trakcie krótkiej rozmowy, wspinał się na Bolver-Lugli. Potwierdził, że ferrata jest trudna ale zajebista, czym jeszcze bardziej zaostrzył nam na nią apetyt. My opowiadamy mu jak wygląda dalsza droga na Vezzanę i rozchodzimy się w swoje strony.

   Nagle w okolicy przełęczy zauważamy samotnego koziorożca alpejskiego. Powoli przesuwamy się w jego kierunku by dojść do miejsca, gdzie będzie można bezpiecznie zrobić mu zdjęcie. Początkowo idzie jakby do nas, czym wprowadza nas w stan dezorientacji. Nie znamy tych zwierząt i nie wiemy czego można sie po nich spodziewać i jak zachowują się w stosunku do ludzi. Jednak kiedy jesteśmy już blisko płoszy się i zaczyna zbiegać niżej.

   Wyciągam aparat, kijki oddaję Grześkowi i zaczynam ześlizgiwać się na dół na butach by zwierz mi nie uciekł. Śnieg jest już grząski więc w razie czego będę miała miękkie lądowanie.

   Chciałam być cwańsza od koziorożca ale nie tędy droga. Kiedy ja sapiąc i zipiąc dobijam w końcu do przełęczy on zdążył wyskrobać się na takie skały gdzie sięga tylko mój wzrok.

   Siadam więc grzecznie na kamieniu i czekam na Grześka. Los okazuje się jednak łaskawy. Nie dość, że koziorożec przychodzi bliżej to prowadzi całą rodzinę. Teraz niemal w bezruchu wyjmuję aparat i zaczynam robić im zdjęcia jak skaczą po pionowych ściankach. Nie do wiary jak one się ruszają.

2013 08 03 cima della vezzana 0809

   Całe stadko przechodzi powoli na drugą stronę żlebu opadającego z przełęczy i kolejno zaczynają znikać za skałami. Kiedy orientuję się, że zaraz wszystkie mi zwieją próbuje uchwycić chociaż jedną scenkę. Niestety koziorożce porusząją się tak szybko, że większość zdjęć wychodzi ruszona a nie mam czasu na zmianę ustawień.

   Ale jakimś cudem ostatni z nich, być może to ten, którego przegoniłam ze śniegu, zaczyna jakby pozować. Mam wrażenie, że gapi mi się centralnie w oczy. Udaje mi się strzelić kilka przyzwoitych fot i zwierz macha mi na dowiedzenia ogonem.

   W pierwszej chwili zrzucam plecak i ruszam na skałę (poniżej), gdzie jeszcze przed chwilą stał koziorożec, ale Grzesiek w ostatniej chwili chwyta mnie za ramię i krzyczy "Gdzie!?!?!?".

Noo... zew okazał się silniejszy, na szczęście mam swojego anioła stróża :)

2013 08 03 cima della vezzana 0818

2013 08 03 cima della vezzana 0822

   Wracamy tą samą drogą co przyszliśmy. Musimy się teraz dostać na dno doliny. Mocne słońce daje juz popalić ale póki jesteśmy na śniegu bije od niego przyjemny chłód. Dodatkowo na rozmiękczonych płatach śniegu urządzamy butozjazd, dzięki czemu w ekspresowym tempie schodzimy na sam dół.

   Potem na ile siły pozwalają szybki marsz pod uzbrojony próg skalny i już jesteśmy na prostej drodze do przełęczy Battega. No ale żeby nie było tak łatwo ostre podejście pod przełęcz i to pełnym słońcu w samo południe daje nam zdrowo popalić.

   Picie nam się skończyło a do tego wydalamy hektolitry płynów przez skórę. Masakra! To sprawia, że słabniemy z minuty na minutę. Za przełęczą jest trochę z górki, więc mamy chwilę oddechu.

Butozjad! :)

2013 08 03 cima della vezzana 0825

Po prawej ściana In Nuvovo

2013 08 03 cima della vezzana 0828

2013 08 03 cima della vezzana 0830

Natura jest niesamowita, że w tak pustynnym i surowym terenie rosną całe połacia tych kwiatów. Wygląda to pieknie!

2013 08 03 cima della vezzana 0833

  Coraz bliżej do schroniska i tylko ta świadomość sprawia, że jeszcze przebieramy nogami w tym upale. W pewnej chwili zauważamy, że nasz szlak przecina niewielki strumyk. Cieżko powiedzieć czy to woda z ziemi czy tylko topniejący śnieg ale w tej chwili jest nam to totalnie obojętne. Liczy się tylko to, że możemy się napić i schłodzić.

   Od razu lepiej! Teraz możemy iść dalej.

   Jak się okazuje do plateau i schroniska mamy tylko kawałek. Nareszcie! Teraz marzę tylko o jednym, walnąć się gdzieś na trwace i poleżeć. Trawy co prawda nie ma ale dobry i kawałek płaskiej skały.

   Odpoczywamy i snujemy plany na kolejne dni. Grupa Pale bardzo nam się spodobała, a że jest tu gdzie połazić postanawiamy zobaczyć inny jej fragment. Teoretycznie do kolejnego schroniska moglibyśmy przejść górami ale nie mamy całego wyposażenia więc musimy wrocić do auta.

2013 08 03 cima della vezzana 0836

Schronisko Rifugio Rosetta - polecamy! Pyszne jedzenie i przemili gospodarze :) I widoki niczego sobie!

2013 08 03 cima della vezzana 0837

   Powoli oddalamy się od Rosetty i wspominamy dotychczasowe podboje w Dolomitach. Jesteśmy oczarowani tymi górami. Ten urlop mieliśmy spędzić w Norwegii ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

   W końcu dostajemy sie do miasta. Przebieramy się w świeże ciuchy i ruszamy w drogę. Póki widno musimy znaleźć miejsce na biwak, najlepiej by był on blisko wody bo marzymy o kąpieli.

   Jutro dzień restowy. Po 6 dniach intensywnego wysiłku fizycznego należy nam się chwila odpoczynku.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież