Świnica

 

Świnica 2301 m n.p.m.

17 listopada 2013 r.

Kuźnice niebieski Schronisko Murowaniec 1500 m n.p.m. zolty zielony Liliowe 1952 m n.p.m. czerwony Świnica czerwony Kasprowy Wierch 1987 m n.p.m.

 

   Szybki telefon do Murowańca i nocleg mamy zarezerwowany, pozostaje tylko dojechać w Tatry. Naszym celem jest Walentkowy Wierch lub opcjonalnie Świnica, jeżeli coś stanie nam na przeszkodzie.

   Kiedy idziemy przez Skupniów Upłaz na niebie zaczyna się koncert kolorów. Najszybciej jak możemy dochodzimy do miejsca gdzie widać więcej i zastygamy omamieni barwami nieba. Możemy jedynie żałować, że nie znajdujemy się w tej chwili na jakimś szczycie.

   W schronisku jesteśmy około 17, meldujemy się i idziemy coś zjeść.

Pokój dzielimy z sympatyczną parą z Warszawy co kończy się piwkowaniem do północy. Jedynie świadomość, że przyjechaliśmy tu z zamiarem pójścia wyżej sprawia, że w końcu idziemy spać.

   Poranek jest dość ciężki i nie możemy zwlec się z łóżek. Półgodzinna drzemka nieco pomaga i w końcu ruszamy w kierunku Liliowego. Początki są mozolne ale kiedy dochodzimy na grań dobudza nas chłód i piękne widoki w około.

   Po niebie przesuwają się ciekawe drobne chmurki, jest ich bardzo dużo i płyną ławicą - najprawdopodobniej to Cirrocumulus Stratiformis.

   Dreptamy w stronę Świnicy szukając miejsca gdzie można odbić w prawo do doliny Walentkowej. Tymczasem wyłania się nasz cel – Walentkowy Wierch. Nie wygląda zbyt przyjaźnie, jego ściany są strome i ośnieżone. Okazuje się też, że stawek, o którym wspomina autor przewodnika, jest dość nisko i trzeba by tam zejść a potem znowu wychodzić do góry. Mając na uwadze naszą dzisiejszą dyspozycję po krótkiej analizie „za i przeciw” rezygnujemy. Na offroad trzeba mieć lekką głowę.

   Kolejny raz ciśniemy na Świnicę. Mimo wszystko cieszymy się z takiego obrotu sprawy. W końcu załapiemy się na piękną pogodę. Dotychczas Świnka nie była zbyt gościnna. Pierwszy raz przywitała nas burzą z gradem a ostatnio ciężkimi chmurami. Dzisiaj zapowiada się zgoła inaczej :)

   Na podejściu jest bardzo ślisko, więc od razu zakładamy raki. Pokonujemy żleby, okrążamy kopułe szczytową i bardzo szybko docieramy na szczyt.

   Jesteśmy tu poraz trzeci ale pierwszy raz mamy takie dobre warunki i widzimy całe otoczenie. Liptowskie Kopy przyciągają jak magnes, prezentują się wyjątkowo w tej biało-rudej kreacji.
Kiedy czytałam o nich zaskoczył mnie fakt, że należą one do Tatr Wysokich.

   Przejrzystość powietrza jest niewiarygodna, widać najdrobniejsze pasma górskie po polskiej i słowackiej stronie. Na wierzchołku siedzimy prawie 1,5 godziny i nie odrywamy oczu od Czerwonych Wierchów, Giewontu i Kasprowego a z drugiej strony od Tatr Wysokich.

Panorama na Tatry Zachodnie

Panorama na Tatry Wysokie

   Widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich jest stąd przepiękny.

Lodowy Szczyt bezdyskusyjnie góruje, z tej perspektywy nawet nad Gerlachem :)

Tatry Bielskie też piękne, po środku Hawrań, dalej w prawo Płaczliwa Skała.

Od Lewej Gerlach, Rysy, Wysoka, Kończysta, MSW i Cubryna

Nie może zabraknąć Śpiącego Rycerza i Kasprowego Wierchu, które wydają się być na wyciągnięcie ręki

Szczyty Tatr Zachodnich - można dostać oczopląsu :)

   Słońce schodzi coraz niżej i szkoda, że nie możemy tutaj zostać by obejrzeć zachód. Schodzimy bardzo powoli by móc zachłysnąć się pięknem, które nas otacza.

Z lewej czai się Krywań, a poniżej (najbliżej nas) łagodny grzbiet Walentkowego Wierchu - dzisiaj się nie udało ale napewno mu nie odpuścimy :)

Grań z Gładkiego Wierchu na Walentkowy

   Zejście w takich warunkach nie należało do przyjemnych ale poszło nam dość szybko. Żegnamy Świnicę i obiecujemy jej, że kiedyś zimą wejdziemy sobie na jej drugi wierzchołek, ten taternicki.

   Mijamy Świnicką Przełęcz i kierujemy się w stronę Kasprowego.

   Gdy docieramy na Kasprowy kilku śmiałków szykuje się do lotu na glajcie. To dopiero musi być przyjemność :) Zbiera się całkiem spora grupa gapiów i wszyscy czekamy aż wystartują. Przygotowania do lotu trwają dość długo ale cierpliwość się opłaca. Start robi wrażenie, szczególnie moment kiedy lotniarz sprytnie obraca się pod swoim skrzydłem i nagle odlatuje w dal.

Panorama od Koszystej po Krywań

   Oni lecą w stronę słońca a my udajemy się w dolinę i wracamy do codzienności.

Komentarze   

 
0 #1 Daro 2014-06-12 22:36
Szacun za zdjęcia! We wrześniu jadę w Tatry i mam nadzieję zdobyć Świnicę. Życzę sobie takich albo jeszcze ładniejszych widoków ;)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież