Rysy zimą od słowackiej strony i piękny zachód słońca na szczycie

 

Rysy 2503 m n.p.m.

9 marca 2014 r.

Szczyrbskie Jezioro niebieski Popradzkie Jezioro 1494 m n.p.m. niebieski Rozstaje nad Żabim Potokiem 1620 m n.p.m.

czerwony Schronisko pod Wagą 2250 m n.p.m. czerwony Przełęcz Waga 2340 m n.p.m. czerwony Rysy (trzy wierzchołki 2473, 2503 i 2499 m n.p.m.)

 

   Rosyjski wyż może oznaczać tylko jedno – kilka dni pięknej i przede wszystkim pewnej pogody. Mamy do dyspozycji tylko dwa, więc chcemy je bardzo dobrze wykorzystać.

   Na pierwszy ogień idą Rysy. Rok po naszym pierwszym zimowym wejściu na najwyższy szczyt Polski postanowiliśmy zrobić powtórkę z rozrywki, tym razem od słowackiej strony.

   Około 6:00 ruszamy z parkingu i kierujemy się w okolice Popradzkiego Jeziora. Następnie kontynuując szlakiem niebieskim odbijamy w lewo aż dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Tutaj przebieramy się w lżejsze ciuchy i zaczynamy podejście do Żabiej Doliny.

Jak na dłoni widać grupę podchodzącą Szatanim Żlebem na Szatanią Przełęcz. Taki obrazek uzmysławia jacy jesteśmy mali i zależni od kaprysu gór.

   Kiedy docieramy na wysokość Żabich Stawów Mięguszowieckich szlak mocno łagodnieje. Latem, gdy wszystko w koło jest zielone a stawy błękitne, musi być tutaj przepięknie. Od razu zwracamy uwagę na Żabiego Konia, podobno to jedna z ciekawszych dróg graniowych w Tatrach. Dobrze widać wierzchołki Rysów, a cały masyw wygląda z tej strony zupełnie inaczej.

Grań Baszt w całej okazałości

   Podchodzimy do miejsca, gdzie założono linę poręczową i mozolnie pniemy się stromym terenem do góry. Jeszcze kawałek i stajemy przy Schronisku pod Wagą (Chata pod Rysmi) na wysokości 2250 m n.p.m.

Jakież jest nasze zdziwienie, kiedy okazuje się, że schron jest otwarty. Mamy jakieś dziwne szczęście, nastawialiśmy się na spanie „Bóg wie gdzie”, tymczasem znalazły się dla nas dwa ostatnie miejsca. Akurat w tym terminie jakaś zorganizowana grupa wynajęła sobie cały budynek. Poza tym udało nam się wynegocjować z gospodarzem niższą niż zazwyczaj cenę za nocleg. Lepiej ułożyć się nie mogło :)

   Meldujemy się w pokoju i zostawiamy większość rzeczy. Z tym co niezbędne ruszamy w stronę Przełęczy Waga, skąd chcemy obejrzeć zbocze Ciężkiego Szczytu, które będziemy jutro trawersować.

Tutejsze podejście na Rysy różni się diametralnie od tego z polskiej strony. Jest łatwo ale niestety trochę monotonnie. Za to widoki z Wagi rewelacyjne.

Z drugiej strony udaje nam się po drodze zaliczyć trzeci najniższy wierzchołek Rysów o wysokości 2473 m n.p.m. i granią dojść na najwyższy.

   Na górze jesteśmy my i jeszcze 2 osoby. Za to na Wysokiej ruch jak na Marszałkowskiej. Wieje dosyć mocno, a ponieważ planujemy zostać tutaj do zachodu słońca, szukamy miejsca osłoniętego od wiatru. Poniżej przełączki między wierzchołkami znajdujemy dogodną lokalizację i wygrzewamy się w popołudniowym słońcu.

Widok na naszą trasę

   Czas płynie bardzo powoli, lecz wcale nam to nie przeszkadza. Nie często mamy okazję nie spieszyć się w górach, dlatego każda chwila jest na wagę złota. W około same góry, od tatrzańskich kolosów, przez Tatry Niżne, a na Beskidach skończywszy. Widoczność jest doskonała i nie wiadomo na co patrzeć bo wszystko takie piękne. I błoga cisza...

Panorama na południowy zachód...

...i bardziej na wschód

Widok z granicznego wierzchołka na polską stronę z dobrze widocznym Czarnym Stawem i Morskim Okiem

i na słowacki wierzchołek

Od lewej Lodowy Szczyt, dalej szczyt Pośredniej Grani, Staroleśny i Gerlach

W słońcu łagodne kopuły Czerwonych Wierchów, następnie Walentkowy Wierch, głowa Giewontu i Świnica. A w dali majaczy Babia Góra.

Zbliżenie na Orlą Perć, a dokładnie Kozi Wierch i Granaty. Na pierwszym planie fragment Miedzianego a na tyłach Babia i Pasmo Policy we mgłach

Jeszcze jedno foto na tle szczytów Mięguszowieckich

Baszty, górujący Krywań, Koprowy i za nim Tatry Zachodnie

Jest późno ale jak widać sa tacy co dopiero w góry przyszli :) Jak wynika potem z rozmowy zeszli z Wysokiej i idą na Palenicę Białczańską przez Rysy, a co!

    Słońce pomału zbliża się ku zachodowi, czekaliśmy na to około 3 godzin. Światło nabiera przyjemnej ciepłej barwy, są to tak zwane złote godziny, podczas których świat wygląda inaczej.

Im bliżej zachodu tym bardziej pastelowo w około, aż w końcu słońce znika za horyzontem. Niebo jeszcze jakiś czas jest kolorowe i na tyle jasne, że bez czołówek wracamy do schroniska.

   W chacie impreza na całego, taniec, muzyka i śpiew. A nastrój, który dopełniają lampy naftowe, niedoopisania... A jutro idziemy na spotkanie z tą panią na powyższym zdjęciu :)
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież