Krywań 2494 m n.p.m.

21 sierpnia 2011 r.

Bielańska Dolina - Trzy Źródła zielony Rozdroże pod Krywaniem niebieski Krywań

 

   Pewnego dnia stawiając pierwsze kroki na szczycie Kasprowego Wierchu w dali ukazała nam się piękna góra o charakterystycznym kształcie. Spoglądając na siebie głeboko westchnęliśmy, to musi być ten Krywań, narodowa góra Słowaków. Naszym pierwszym górskim marzeniem było stanąć kiedyś na tym szczycie.
   Najwyższy czas w końcu je spełnić. Chcieliśmy by na ten wyjątkowy szczyt trafić w pewną i ładną pogodę. Czeka nas długa i męcząca wędrówka, trwająca według mapy około pięciu godzin i miło byłoby przeżyć ją w komfortowych warunkach.
   Prognozy są optymistyczne, a nawet więcej, bo mimo tego iż jest już prawie koniec lata zapowiada się bardzo gorący dzień. Wymyśliliśmy by przyjechać na Słowację dzień wcześniej i przespać się w aucie na parkingu w Bielańskiej Dolinie. A następnie z samego rana, jak tylko zacznie się rowidniać, ruszyć unikając w ten sposób tłumów na szlaku oraz wędrówania w upale.
   Szlak rozpoczyna się w okolicach Trzech Źródeł, długo idziemy lasem, a potem coraz wyżej pniemy się zakosami. Przez piętro lasu widoki początkowo są mocno ograniczone, ciągnie się niemiłosiernie i końca nie widać. Przechodzimy piętro kosodrzewiny i idziemy dość szeroką ścieżką, z której doskonale widać Krywań, w zasadzie tylko jego... Kiedy docieramy w okolice Małego Krywania (2335 m n.p.m.) otwierają się przed nami piękne tatrzańskie widoki.

   Po marszu granią i krótkim niezbyt trudnym scramblingu tuż pod szczytem, w końcu wychodzimy na wierzchołek.

    Wooow... widoki są bajeczne, a panorama Tatr Zachodnich i Wysokich szeroka. Widoczność jest niesamowita a na niebie prawie ani jednej chmurki. Jest jeszcze pusto i bez problemu możemy dostać się pod krzyż.

Zbliżenie na okolice najwyższych szczytów: na najdalszym planie Lodowy, Durny i Łomnica, trochę bliżej od lewej Rysy, Wysoka i grań na Gerlach

W dole uroczy Zielony Staw Ważecki. Cała Dolina Ważecka jest piękna ale niestety niedostępna bo należy do obszaru ścisłej ochrony.

Panorama z Krywania - od Czerwonych Wierchów po Szczyrbskie Jezioro

   Z minuty na minutę przybywa coraz więcej ludzi i robi się kolejka do puszki szczytowej. Wszyscy chcą się wpisać do książki, łącznie z nami. 

   Pojawia się też bufet :) Ktoś przedsiębiorczy wytaszczył na górę kilkuprocentowy trunek w postaci słowackiego piwa w ilości hurtowej. Facet znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie gdy z nieba leje się żar.

Jakimś cudem udało mi się sfotografować krzyż bez turystów :)

   Można byłoby tak siedzieć wieki, bujać w obłokach i delektowac się tymi widokami ale czeka nas jeszcze droga powrotna. Ostatnie spojrzenie na tatrzańskie szczyty, kilka łyków napoju izotonicznego i ruszamy w dół. Idziemy dość wolno bo mnóstwo osób wychodzi do góry i miejscami musimy ustępować sobie miejsca.

   Jest bardzo gorąco a do lasu i cienia jeszcze spory kawałek, cieszę się, że my już schodzimy i współczuję tym, którzy pocą się idąc do góry.

Z lewej Mały Krywań

W dali Krywań, który z tej strony nie jest w ogóle do siebie podobny, z widocznym na niego szlakiem :)

   Po kilkudziesięciu minutach zbaczamy na chwilę ze ścieżki i dochodzimy na rozległe trawiaste pole, gdzie grupa ludzi wygrzewa się w słońcu. Stąd Krywań i jego strome zachodnie zbocze prezentują się wspaniale. Również my przysiadamy na chwilę i ogarnia nas przyjemne lenistwo. Dzień jest cudowny, długi i tak naprawdę nigdzie nam sie nie śpieszy.

Wracamy na szlak bo kiedyś trzeba zejść na dół :)

   Około 17:00 dochodzimy do auta i ruszamy w drogę powrotną do domu z bagażem pełnym wrażeń i niezapomnianych chwil.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież