Koperszadzką granią na Jagnięcy Szczyt

Ostatnio w Tatry nie było nam po drodze. Nawet, gdy za rogiem czaiła się okazja na wyjazd, pogoda płatała figle i sypał się cały plan. Cierpliwie czekaliśmy na sprzyjające okoliczności i w końcu ruszamy w stronę gór.

Prognozy zapowiadają piękny weekend i niezwykle ciepły, jak na wrzesień. Przy kościele Św. Krzyża w Rdzawce, gdzie zatrzymujemy się na chwilę, obserwujemy jak światła samochodów sunących zakrętami dwupasmówki migoczą w oddali. Ruch w stronę Zakopanego jest ogromny.

W Nowym Targu każda trasa przejazdu wskazywana przez nawigację jest zakorkowana. Tego nie przeskoczymy, trzeba swoje odstać.

W końcu późnym wieczorem docieramy do Tatrzańskiej Jaworzyny. Dawniej, można było zostawić samochód na placu przy kościele Św. Anny. Teraz wjazd jest zablokowany i szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi.

 

Sobota

Około 5:30 ruszamy niebieskim szlakiem do Doliny Zadnich Koperszadów (słow. Zadné Meďodoly). Jest ciemno, ale oczy szybko przyzwyczajają się do tego stanu rzeczy i idziemy bez czołówek. Co jakiś czas dają o sobie znać ryczące w dali jelenie. Całą noc zawodziły, że też jeszcze mają na to siłę.

Szybko dochodzimy do rozwidlenia szlaków, gdzie nasz niebieski skręca w lewo, a zielony, którym można dojść na Lodową Przełęcz, prowadzi dalej w głąb Jaworowej Doliny.

Mijamy Polanę pod Muraniem i ponownie wchodzimy w las. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach napotykamy bardzo ciekawą bramę skalną, a właściwie kanion wydrążony przez potok. To Tiesňava Bránka. Teraz o świcie niewiele widać, ale liczę na to, że w drodze powrotnej zdążymy tutaj dotrzeć zanim zajdzie słońce.

Idziemy ścieżką wśród wysokich drzew, które stają się coraz rzadsze i dają szansę na widoki w stronę skał Murania. W końcu wychodzi słońce i oświetla wierzchołki za nami, jak i te w Tatrach Bielskich.

Szeroka Jaworzyńska już w słońcu

Oświetlony Hawrań, z prawej Płaczliwa Skała

Za drewnianymi figurkami niedźwiedzi wychodzimy na bardziej otwarty teren i odkrywają się widoki, między innymi na Jagnięcy Szczyt, nasz dzisiejszy cel.

Widoki za nami

Koperszadzka Grań i Jagnięcy Szczyt

Z tej perspektywy grań na Jagnięcy wygląda łagodnie, na drugim planie skalista grań Jagnięcy-Kozia Turnia

 

W promieniach słońca od razu robi się przyjemniej. Przysiadamy na ławce, dzieląc miejsce z dwójką Polaków. Gdy odchodzą, pojawiają się kolejni, a po chwili następni. Ci pierwsi poszli tam, gdzie i my zamierzamy, ci drudzy również wybrali tę samą ścieżkę.

Kiedy oba zespoły znikają wśród kosodrzewiny, i my ruszamy w dalszą drogę. Wkrótce naszym śladem podąża ostatnia napotkana para.

Zaskakująco popularna ta grań.

Przełęcz pod Kopą tuż tuż

Szlakowskaz na Przełęczy pod Kopą

Tatry Bielskie widziane z podejścia na grań

Płaczliwa Skała i z prawej Szalony Wierch

Początkowy fragment podejścia wśród kosówki

Dobrze widoczna ścieżka prowadzi nas przez łany wysokiej kosodrzewiny, przez którą przepychamy się w stronę ostrza Koperszadzkiej Grani. Powoli zdobywamy wysokość, a widoki na Tatry Bielskie robią się coraz szersze. Łagodny trawiasty grzbiet, którym dotychczas maszerowaliśmy staje się miejscami stromszy i bardziej skalisty. Zakładamy kaski, bo zaczyna się najlepsza zabawa.

W dali Grań Jatek, czyli wschodnia część Tatr Bielskich

Koperszadzka Czuba, pierwsze bardziej wybitne wzniesienie na trasie

Szalony Wierch i Zadnie Jatki, a poniżej grań, którą szliśmy przed chwilą

Przed nami Biały Grzebień i dalej Biała Czuba

Grań ma trudności wyceniane na I+. Większość trasy nie sprawia problemów, są pojedyncze, może 2-3 miejsca, w których trzeba trochę pokombinować. Generalnie dla wprawionego turysty będzie to ciekawe i przyjemne przejście. Są możliwe obejścia poniżej ostrza grani, ale nie planujemy z nich korzystać.

Wierzchołek Jagnięcego już całkiem blisko

Przyjemny scrambling - trochę wędrówki, trochę łatwej wspinaczki

W dali Hawrań, Płaczliwa Skała, Szeroka Przełęcz, następnie Szalony Wierch i Szalona Przełęcz, a poniżej nasza skalista grań

Ukośna płyta, na której można przetestować przyczepność podeszwy butów :)

Niby Jagnięcy blisko, a trochę głazów jeszcze przed nami

Zbliżamy się do Jagnięcego Szczytu i nachylenie terenu wzrasta. Ostatnie kilkadziesiąt metrów to wspinaczka po stromych ściankach. Pokonujemy ten odcinek dosyć szybko i wychodzimy na wypłaszczenie grani tuż pod wierzchołkiem, na którym siedzą już tłumy turystów. Wśród nich zauważamy parę, którą spotkaliśmy na Przełęczy pod Kopą.

Liczyłam na to, że będzie tutaj mniej ludzi, ale i tak nie ma co narzekać, bo po polskiej stronie Tatr zapewne jest znacznie gorzej. 

Rozsiadamy się wygodnie, by nacieszyć oczy dawno nie widzianymi widokami. Przed nami prężą się majestatyczne Kieżmarskie Szczyty, Łomnica, Durny, Kołowy i reszta tatrzańskich olbrzymów. Widok stąd jest imponujący.

Kozia Turnia, którą odwiedziliśmy pewnej wiosny

W dali między innymi Wysoka, Rysy i Mięgusze, a bliżej ruda Jaworowa Grań

Zbliżenie na Kaczy Mur, Wysoką, Rysy, Mięguszowieckie Szczyty, rude Jaworowe Wierchy i najbliżej nas fragment Bździochowej Grani

Kołowy Staw w Kołowej Dolince, po prawej Jagnięca Grań

Po środku Kołowy Szczyt

Szalony Wierch i Grań Jatek widziane z Jagnięcego Szczytu

W dali widać też Trzy Korony w Pieninach

Zachodnia część Tatr Bielskich, od Murania po Płaczliwą Skałę

Wylegujemy się na Jagnięcym około pół godziny. Chętnie zostałabym dłużej, ale przed nami długa droga powrotna. Robię trochę zdjęć i zaczynamy schodzić.

Zejście z wierzchołka prowadzi stromym terenem, a mijanie się z osobami podchodzącymi w górę bywa trudne. Piękna pogoda przyciągnęła tłumy, więc ruch na szlaku jest ogromny. Najgorzej jest w kominkach i na odcinkach z łańcuchami, bez wzajemnej uprzejmości łatwo o zator na szlaku. Niestety nie wszyscy to rozumieją i część osób próbuje przeciskać się na siłę. Warto pamiętać, że na trasie spotykają się turyści o różnym doświadczeniu i kondycji, a przecież wszystkim zależy, by bezpiecznie wrócić do domu.

W dole Jagnięca Dolina, w dali grań od Kieżmarskiego, przez Widły, Łomnicę, Durne Szczyty i fragment Spiskiej Grani

Czerwony Staw Kieżmarski w Czerwonej Dolinie

Zielona Dolina Kieżmarska w pełnej okazałości

Dolina Zielona Kieżmarska

W końcu dostajemy się na łatwy teren i staramy się przyspieszyć. Nie jest to łatwe, bo więcej ludzi idzie w górę niż w dół. Maszerujemy równym krokiem, a myśli krążą tylko wokół chłodnego piwka i kofoli.

Kiedy schodzimy pod schronisko... aż nam się odechciewa. Do WC kolejka, do bufetu wewnątrz schroniska kolejka na około 30 metrów, wszystkie stoliki i ławki pozajmowane, nawet nie ma gdzie przycupnąć obok, bo wszędzie są ludzie. Byłam przy Zielonym Stawie w różnych porach roku, w tygodniu i w święta, ale takiej ilości turystów jeszcze tutaj nie widziałam.

Jakimś cudem udaje się znaleźć kawałek ławki. Grzesiek rusza na zwiady i po chwili dzwoni, że znalazł lepsze miejsce, obok stawu, w słońcu i z krótszą kolejką do wodopoju. Przemykam przez tłum z plecakami i siadam wygodnie przy stoliku. Chwilę później Grzesiek wraca z zimną lemoniadą i piwem.

No! Tak to mi się podoba :)

Można delektować się chwilą w takich okolicznościach, ale zdecydowanie bardziej lubię, gdy jest pusto.

Zaopatrzenie jest :)

Odpoczęliśmy, pora więc ruszać w drogę. Spod schroniska kierujemy się czerwonym szlakiem w stronę Doliny Białych Stawów. Kamienista ścieżka prowadzi wśród pięknie wybarwionych drzew, co chwilę obracamy się by spojrzeć ostatni raz na skaliste wierzchołki.

Pięknie kolorowe drzewa wśród łanów kosodrzewiny

 

W drodze do Doliny Białych Stawów

W dali Jagnięcy i grań, którą szliśmy na szczyt

Znad stawów kierujemy się w stronę Wyżniej Przełęczy pod Kopą. Szlak nadal jest łatwy, dopiero bliżej przełęczy robi się nieco stromiej.

Widoki na Tatry Bielskie są z tej przełęczy rewelacyjne. Jak na tacy mamy przed sobą Nowy Wierch, Hawrań, Płaczliwą Skałę i Szalony Wierch.

Leniwym krokiem kierujemy się na Przełęcz pod Kopą, skąd rano startowaliśmy na Jagnięcy. Jest tak pięknie, że nie chce mi się stąd wracać. Z drugiej strony póki słońce jest jeszcze wysoko będziemy mogli nacieszyć się ładnymi widokami na Dolinę Zadnich Koperszadów.

Ruszamy w dół niebieskim szlakiem.

Ścieżka od Białych Stawów na Wyżnią Przełęcz pod Kopą, w dali Koperszadzka Grań na Jagnięcy, którą szliśmy

Bielskie we wczesno-jesiennej odsłonie widziane z Wyżniej Przełęczy pod Kopą

Ścieżka do Doliny Zadnich Koperszadów

Widoki na szczyty Tatr Bielskich wciąż piękne


Zadnie Koperszady - urocza dolina

Teraz, gdy słońce oświetla okolicę, widać, jakie to piękne miejsce. Niesamowite, że panuje tu taka cisza i spokój, trudno uwierzyć, że w Tatrach można jeszcze znaleźć taki szlak.

Trawersujemy zbocze Płaczliwej Skały i Hawrania, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na całą dolinę. Wkrótce ścieżka zaczyna opadać i wprowadza nas w cień lasu, kręci między różnej wielkości jodłami, które porastają tutejsze polany.

Kiedy docieramy do Polany pod Muraniem, tylko najwyższe szczyty Tatr kąpią się jeszcze w złotych promieniach słońca. Robię kilka ostatnich zdjęć i z lekkim żalem ruszamy z powrotem do samochodu.

Jagnięcy i nasza grań

Urocze polany w Dolinie Zadnich Koperszadów

Młode drzewa wyrastające między umierającym starszym pokoleniem

Murań widziany o Polany pod Muraniem

Piękny widok z Polany pod Muraniem na szczyty Tatr Wysokich

Zbliżenie na Baranie Rogi i Lodowy Szczyt

Szeroka Jaworzyńska

Na szczęście czeka nas jeszcze jedna przyjemność, jedzenie.

Nasze ostatnie odkrycie na kulinarnej mapie Podhala to Tatra Gusto w Białce Tatrzańskiej i ich genialna pizza z gruszką i gorgonzolą. Będzie to idealne zakończenie dnia w górach.

Trasa:

Tatrzańska Jaworzyna 1004 m  Polana pod Muraniem 1083 m  Tiesňava Bránka  MEDVEĎ - VLÁDCA LESA  Przełęcz pod Kopą 1750 m - Koperszadzka Grań - Jagnięcy Szczyt 2229 m  Kołowy Przechód 2118 m  Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim  Wielki Biały Staw 1610 m  Przełęcz pod Kopą  Tatrzańska Jaworzyna

Cześć! Jeśli podobają Ci się moje fotorelacje na blogu i masz ochotę mnie wesprzeć, możesz postawić mi wirtualne ciacho.