Mostar - zwiedzamy miasto mostów i kontrastów

Dzisiaj mamy dzień transferowy. Chcemy przemieścić się z północnej Chorwacji, gdzie spędziliśmy kilka ostatnich dni, na sam dół do Dubrownika. 

Wczesnym rankiem opuszczamy naszą kwaterę w miejscowości Klenovica i jedziemy na południe. Mamy do pokonania przeszło 500 km.

Cały czas jedziemy trasą widokową wzdłuż wybrzeża. Jest pięknie ale męczymy się ponad dwie godziny aby pokonać niecałe 150 km i ostatecznie w rejonie Jasenice wskakujemy na dwupasmówkę.  Musimy przyspieszyć bo po drodze chcemy zwiedzić Dubrownik a w takim tempie to nas noc zastanie.

Autostrada jest bardzo dobra, lecz mimo to podróż trwa i trwa. 

Po przeszło 3 godzinach ciągłej jazdy docieramy do granicy z Bośnią i Hercegowiną. Trochę się zakorkowało ale marudzenie nic nie da, musimy cierpliwie czekać na swoją kolej.

Skoro odwiedzamy kolejne bałkańskie kraje dlaczego mielibyśmy ominąć Bośnię i Hercegowinę. W zasadzie to nie da się jej ominąć. 10-cio kilometrowy odcinek drogi do południowej części Chorwacji wiedzie fragmentem wybrzeża Adriatyku, który stanowi jedyne miejsce w BiH z dostępem do morza. Alternatywnej drogi lądowej w tym rejonie jeszcze nie ma. Podobno w planach jest most łączący półwysep Pelješac z pozostałą częścią Chorwacji. 

Wybiegłam w daleką i niepewną przyszłość a tu i teraz musimy znaleźć coś co można zobaczyć w pobliżu by poczuć ten kraj mocniej niż tylko zza szyby samochodu. Szybko przeczesuję internet i okazuje się, że w godzinę z hakiem można dotrzeć stąd do Mostaru, jednego z największych miast Bośni i Hercegowiny. Jest tam interesująca starówka i wyjątkowy most na rzece Neretwa, z którego śmiałkowie skaczą do wody.

Mamy to!

Przekraczamy granicę i po 4 km dojeżdżamy do miasta Neum. Tutaj skręcamy w głąb kraju i po około 1,5 h wjeżdżamy do Mostaru.

Pierwsze co rzuca się w oczy to żebrzące na ulicach dzieci. Na ruchliwym skrzyżowaniu podchodzą do czekających na czerwonym świetle samochodów, pukają w szybę i proszą o pieniądze. Kiedy podchodzi do nas około 6 letnia dziewczynka nie wiem jak się zachować. 

Wskakuje zielone światło, odjeżdżamy a to dziecko nadal stoi na środku ulicy i macha do kolejno przejeżdżających samochodów... :(

Parkujemy samochód i idziemy do banku. Aby cokolwiek tutaj kupić musimy dysponować lokalną walutą, czyli Marką Bośniacką inaczej Marką Zamienną. Operacji walutowej można dokonać tylko w instytucjach bankowych na miejscu.

Stajemy w długiej kolejce do okienka i czekamy. Każdej operacji bacznie przygląda się ochroniarz-policjant. Aby móc dokonać wymiany musimy pokazać paszport. Pani spisuje nasze dane, wymienia pieniądze i wydaje potwierdzenie. Jak będziemy wyjeżdżać z Bośni musimy tutaj wrócić i oddać niewykorzystane Marki. Znowu dostaniemy potwierdzenie, nie możemy bowiem wywieźć za granicę ani grosza. 

Swoją drogą jestem ciekawa jak oni sprawdzą czy wydałam te pieniądze czy mam je w skarpecie.

 

Ruszamy zwiedzać miasto. 

Udało nam się zaparkować dosyć blisko starówki, więc po krótkim spacerze wąskimi uliczkami trafiamy na zabytkowy łukowy Stary Most (Stari Most), na którym kłębią się tłumy turystów.

Zabytkowa część Mostaru jest piękna i wyjątkowa. Uliczki wybrukowane są kamieniem, na dodatek nie wszędzie tak po prostu kamień przy kamieniu. Są miejsca gdzie ułożone są z nich przeróżne wzory. Patrząc w górę rzucają się w oczy dachy pokryte kamieniem. Całość wygląda bardzo spójnie i zachwycająco.

Kiedy stoimy na moście nie robi on szczególnego wrażenia, most jak most. Ale widok na okoliczne budynki jest na prawdę ładny. 

Po usytuowaniu tego mostu można wywnioskować, że był i nadal jest to ważny trakt komunikacyjny łączący dwa brzegi miasta.

W centrum kadru minaret jednego z meczetów widziany ze Starego Mostu

Budynki pokryte czerwoną dachówką w nowszej części miasta

Liczymy na to, że uda nam się zobaczyć jak skaczą z mostu do rzeki. Jako, że na tą chwilę nie widać chętnych postanawiamy przejść się po mieście i znaleźć miejscówkę z widokiem na Stary Most z dalszej perspektywy.

Przechodzimy na drugą stronę rzeki i plątamy się chwilę wąskimi uliczkami wśród straganów z kolorowymi towarami. Pełno tu tekstyliów, ceramiki, malarstwa i innych pamiątek. Co kawałek miejsce zajmują stoliki kafejek, z których zapachy roznoszą się po całej ulicy i kuszą przechodniów.

W dali wzgórze i Križ na Humu - widok na miasto musi być super

Poza starówką czeka na nas zupełnie inne otoczenie. I nie mówię tu o architekturze.

Wchodzimy w jedną z większych ulic i stajemy jak wryci. Zniszczone ostrzelane budynki wyglądają jakby przed chwilą skończyła się tutaj wojna. Brakuje fragmentów lub całych ścian, a te które stoją podziurawione są od kul. Nie ma okien, dachów... ludzi...

Robi to na nas takie wrażenie, że zaczynamy mówić do siebie ciszej.

Idziemy dalej, co jakiś czas napotykamy inne zrujnowane budynki stojące w towarzystwie tych odnowionych. W końcu dochodzimy do kolejnego mostu na Neretwie.

Jest to Lučki most, tłumacząc na polski Most Portowy. 

Dopiero stąd widać jak ładna jest rzeka i jak dobrze wybrano kiedyś miejsce na budowę Starego Mostu.

Nie ma wątpliwości, że Bośnia i Hercegowina jest krajem górzystym. Miasto z każdej strony otoczone jest grzbietami Gór Dynarskich.

Byliśmy na Starym Moście, widzieliśmy go z daleka to teraz pora by rzucić okiem z dołu.

Zataczamy koło i drugim brzegiem zbliżamy się ponownie do starówki. Bez problemu znajdujemy punkt widokowy nad rzeką i coś na wzór plaży.

Kiedy opalamy się nad rzeką nagle na moście pojawia się facet przygotowujący się do skoku. Zoomuję na niego ale on nie skacze. Czeka. Obserwujemy chwilę tą scenkę i zauważamy, że jest z kolegą, który zagaduje turystów spacerujących po moście i najprawdopodobniej zbiera kasę. 

Mijają kolejne minuty i skoczek wraca na most. Wygląda na to, że kasy nie ma, więc skoku nie będzie. Szkoda...

Śmiałek przygotowujący się do skoku z mostu do rzeki - w tle pięknie usytuowany Meczet Koski Mehmed Pasha

Pomoczyliśmy stopy w wodzie i odpoczęliśmy trochę od tego gorąca. Pora wracać do auta i ruszać w dalszą drogę.

Ostatni raz przemierzamy piękne uliczki starej części miasta, w jednym ze sklepików kupuję pamiątkową pocztówkę i kierujemy się w stronę banku.

Wszystkie niewydane Marki Bośniackie wymieniamy z powrotem na Euro i obieramy kurs na Dubrownik.

Mostar wybraliśmy przypadkiem i to był dobry strzał. Na pewno warto poświęcić mu więcej czasu niż te kilka godzin, które tutaj spędziliśmy. 

Jest to miasto z jednej strony kolorowe, wielokulturowe, usytuowane w pięknym miejscu wśród gór. Z drugiej strony historia tego miejsca z bratobójczą wojną na czele przyprawia o dreszcze.

Na każdym kroku można spotkać żebraków co świadczyć może o biedzie z drugiej strony turystyka może być tym, co da szansę tutejszej społeczności by kiedyś poprawić poziom życia.

 

Cześć! Jeśli podobają Ci się moje fotorelacje na blogu i masz ochotę mnie wesprzeć, możesz postawić mi wirtualne ciacho.